Strona główna
Internetowej
Gazety Katolików

Stanisław Krajski

I po co to było? I co, KAI, nie wstyd Ci!!!

26.09.02 r. ukazał się na stronie internetowej KAI materiał pt. „Dziekani Warszawy o świątyni i biurach Radia Maryja”. W materiale tym czytamy: „ O szczegółach dotyczących budowy świątyni Opatrzności oraz o sytuacji wokół biur Radia Maryja rozmawiali warszawscy księża dziekani z Prymasem na dorocznej kongregacji dziekanów. (...) W czasie spotkania mówiono również o Biurach Radia Maryja. Okazało się, że w archidiecezji jest 17 takich biur, większość z nich ma uregulowany status prawny. Pozostałe uregulują go w najbliższym czasie, nie będzie więc konieczności ich zamykania”.

Materiał ten skomentował celnie jeden z czytelników strony KAI w nadesłanym na nią liście: „I co, KAI, nie wstyd Ci!!! Za to, że onegdaj pisząc o Dekrecie ks. Prymasa, tytułujesz ową notatkę grubą czcionką Biura Radia Maryja będą zamknięte. (...) Co masz, droga KAI, do powiedzenia na temat swojej rzetelności dziennikarskiej? Swoją drogą w Polsce to już plaga, że dziennikarze podając informację, dodają do niej od razu jej własną interpretację. Standardy UE???”

Katolickiej Agencji Informacyjnej wcale, jak sądzę, nie wstyd. W jej wiarygodność, rzetelność, obiektywizm czy bezstronność nikt przy zdrowych zmysłach chyba nie wierzy. Tutaj znowu spełniła swoje nie statutowe, ale pierwszorzędne zadanie – starała się jak najbardziej namieszać, dolać oliwy do ognia, podzielić, doprowadzić do umocnienia katolicyzmu liberalnego, katolewicy, katolicyzmu „ale itd.

Dziwić może tylko, że KAI podejmując permanentnie takie działania jest całkowicie bezkarna i, w zasadzie, nie spotyka się nawet z jakąś głośniejszą krytyką z wnętrza Kościoła, w tym Księży Biskupów. Zupełnie tego nie rozumiem. To jakaś, dla mnie, mroczna tajemnica.

Przechodząc zaś do opisanych w materiale KAI faktów.

I po co to wszystko było? Jakie dobre owoce przyniósł dekret Prymasa? Czy nie można było inaczej rozwiązać problemów, które się pojawiły, jeżeli w ogóle jakieś się pojawiły?

Wśród księży i świeckich krąży coraz więcej różnych pogłosek na ten temat i domysłów. W dalszym ciągu nie wiadomo bowiem co się stało i dlaczego się stało. Czy to dobrze? Czy to tak powinna wyglądać informacja w Kościele? Czy tak powinien wyglądać dialog w Kościele?

Cały ten „medialny terroryzm”, ataki na Kościół, które pojawiły się we wrześniu 2002 r. zostały ewidentnie wywołane przez wspomniany dekret. Czy Kościół powinien w taki właśnie sposób rozwiązywać swoje wewnętrzne problemy, w sposób, podkreślmy, który powoduje, że wrogowie Kościoła mogą włączyć się do tego procesu, komentować go i przy okazji piec swoje diabelskie pieczenie?

Jak długo pewni ludzie w Kościele (mówię o tych, którzy komentowali wspomniany dekret) będą bezkarnie obrażać kapłanów i katolików świeckich wykorzystując do tego swoje kościelne stanowiska czy tytuły?

Wszystko to smutne i przerażające. Coś złego dzieje się w polskim Kościele. Powiedziałbym, że zaczyna chorować. Wydaje mi się, że jest naszym obowiązkiem prowadzić dyskusję na ten temat, szukać przyczyn choroby i lekarstw, których trzeba użyć by ją wyleczyć.

W Austrii powstał w swoim czasie modernistyczny ruch pod nazwą „My jesteśmy Kościołem”, którego celem było skłonienie Kościoła austriackiego do daleko idących ustępstw na rzecz tego świata, ustępstw niszczących Kościół. Reakcją na te destrukcyjne działania było tam powstanie ruchu ortodoksyjnych i kochających Kościół katolików pod nazwą „To my jesteśmy Kościołem”.

Modernistyczny, liberalny ruch analogiczny do austriackiego choć formalnie nie zorganizowany w sposób wyraźny działa już w Polsce. Trzeba nam przeciwwagi. Kościół polski w swej warstwie ortodoksyjnej i tradycyjnej potrzebuje wsparcia. Sądzę, że powinniśmy go udzielać coraz głośniej i coraz silniej.