Strona główna
Internetowej
Gazety Katolików

Stanisław Krajski
Nie bądźcie faryzeuszami - jak zrozumiałem przemówienie papieża z 19 maja 2003


Gdy powróciłem w poniedziałek 19 maja w godzinach popołudniowych z jednej ze swoich antyunijnych podróży i wkroczyłem do domu od razu rozdzwoniły się telefony. Dzwoniący byli przerażeni, rozżaleni, przybici. Powtarzało się jedno i to samo pytanie: “Dlaczego Papież opowiedział się za wejściem Polski do UE?”. Na początku nie wierzyłem. Pocieszałem też ludzi jak mogłem. Mówiłem: “Spokojnie. Jak będzie to na piśmie to się wyjaśni. Przeanalizujemy tekst. Zobaczymy o co chodzi”.
Dostawałem też rozpaczliwe SMS-y. Oto jeden z nich, typowy: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Słowa Ojca Świętego są nie do pojęcia. Czy może ma Pan jakieś wyjaśnienie na to co się stało? Z Panem Bogiem.
No właśnie. Co się stało? Przemyślmy słowa Papieża.
Oto pierwszy fragment papieskiego przemówienia, który mógłby nas, w tej płaszczyźnie zainteresować:
W roku 1991 były dwa spotkania o szczególnej wymowie. Podczas pierwszego z nich dziękowaliśmy Bogu za dar odzyskanej wolności wewnętrznej, a równocześnie próbowaliśmy zarysować kształt szlachetnego przeżywania tej wolności, opierając się na odwiecznym prawie Bożym kształt szlachetnego przezywania tej wolności, opierając się na odwiecznym prawie Bożym zawartym w Dekalogu. Już wtedy staraliśmy się dostrzec zagrożenia, jakie w życiu poszczególnych osób i całego społeczeństwa mogą pojawić się wraz z wolnością pozbawioną norm moralnych. Te zagrożenia istnieją zawsze. Dlatego nie przestaję się modlić, aby sumienie polskiego narodu było kształtowane w oparciu o Boże przykazania i wierzę, że Kościół w Polsce będzie nieustannie stał na straży ładu moralnego.
Papież mówi tu o tym, że odzyskaliśmy “wolność wewnętrzną”. Dlaczego nie mówi, po prostu “wolność”? Wyraźnie sugeruje, że nie odzyskaliśmy “wolności zewnętrznej”. To bardzo ważna sugestia. Warto ja głęboko przemyśleć.
Co z niej wynika? Nie byliśmy i nie jesteśmy wolni. Kto nie jest wolny ten nie decyduje. Za niego decyduje ktoś inny. Pozostaje jednak wolność wewnętrzna, która prowadzi do ostatecznego wyzwolenia, także zewnętrznego itd.
Papież mówi, że trzeba tę wewnętrzną wolność przeżywać szlachetnie w kontekście odwiecznego prawa Bożego, w kontekście Dekalogu. Przeżywać to znaczy uzewnętrzniać. Czy Polacy naprawdę posiadali i posiadają tę wolność? Czy ją w taki właśnie sposób przeżywają? Czy ja uzewnętrzniają? Po trzykroć nie. Na te pytania nie może być innej odpowiedzi. Co z tego wynika? Dalsza niewola, niewola pogłębiona.
Papież mówi, że w naszym polskim życiu pojawiła się wolność pozbawiona norm moralnych i że stanowi wciąż realne dla nas zagrożenie. A potem mówi, że nie przestaje się modlić o to, aby sumienie polskiego narodu było kształtowane w oparciu o Boże przykazania.
Papież nie modli się o to, aby nasze sumienie było nadal kształtowane w oparciu o Boże przykazania, ale o to “by było kształtowane”. Jaki stąd wniosek? Nasze polskie, zbiorowe sumienie nie było dotąd kształtowane w oparciu o Boże przykazania. Taka jest smutna prawda. Sami sobie, jako społeczeństwo, zgotowaliśmy ten los. Takich naród ma polityków na jakich zasługuje.
Papież mówi wierzę, że Kościół w Polsce będzie nieustannie stał na straży ładu moralnego. Dlaczego Jan Paweł II nie powiedział tego inaczej, mocniej? Dlaczego nie powiedział: “Kościół polski stał dotąd nieustannie na straży ładu moralnego i jestem przekonany, więcej, jestem pewny, że będzie stał nadal”?
A może Papież uważa, że polski Kościół nie stał dotąd na straży ładu moralnego? Może uważa tylko, że trzeba wierzyć, że wreszcie stanie i będzie stał nieustannie?
Czy Papież przypadkiem nie zwątpił jakoś w naszą polską siłę moralną i wiarę, wierność Chrystusowi i nauce Kościoła? Czy nie stał się w tej perspektywie w jakiejś przynajmniej mierze sceptykiem? Pragnie tego, wierzy w to, ale ma poważne wątpliwości?
Papież w tym przemówieniu powiedział też:
Drugim wydarzeniem szczególnej wagi było nawiedzenie relikwii św. Wojciecha...(...) Przy tej okazji, wobec prezydentów ościennych państw, mówiłem: “Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha. Ten najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki go umacniało chrześcijaństwo ze swoją Ewangelią, ze swoim rozumieniem człowieka i wkładem w rozwój ludów i narodów”.
Co wynika wprost z tych słów Papieża? Nie ma dziś żadnej jedności Europy. Bo nie ma dziś na tym kontynencie chrześcijańskiego fundamentu. Ewangelia się tu nie liczy, a chrześcijańskie rozumienie człowieka nie jest obecne. Ta jedność Europy może pojawić się w przyszłości, gdy zostanie ona zreewangelizowana.
Papież mówi też, że nie powtarza powyższych słów aby zniechęcać. Lecz po to, żeby byłe kraje komunistyczne uświadomiły sobie, że mają do spełnienia ważną misję. Sugeruje tym samym, że kraje Zachodu tej misji nie spełniły, że jej zaniechały, że ją zdradziły i teraz mogą ją podjąć tylko kraje wkraczające w struktury UE.
Papież mówi tu tak:
Dziś kiedy Polska i inne kraje byłego Bloku Wschodniego wkraczają w struktury Unii Europejskiej...
Czy chodzi tylko o referendum?
Czy referendum nie jest (w każdym z tych krajów, a szczególnie w Polsce) tylko formalnym, wręcz symbolicznym potwierdzeniem pewnego status quo? Czy Polska nie jest już w UE? Czy nasza gospodarka jest jeszcze nasza? Czy “nasi” politycy są faktycznie nasi? Czy prawo w Polsce jest polskie czy już unijne? Według jakich zasad funkcjonują polskie szkoły, polska kultura, media itp.? Czy według polskich?
Może więc Papież uważa, że gdy powiedzieliśmy “a b c d” aż do “y” to “z” staje się już formalnością? Może uważa, że nie da się już, w tej sytuacji nie powiedzieć “z”? Pozwoliliście na to wszystko to teraz musicie pozwolić na to, co jest już tylko jakimś symbolicznym aktem. Mają was w rękach i nikt już wam nie pozwoli na cofnięcie się z tej drogi. Bierność też jest grzechem. Toż to przecież zaniedbanie, którego skutki są takie same jak uczynków, mowy i myśli.
Papież mówi:
Wiem, że wielu jest przeciwników integracji. Doceniam ich troskę o zachowanie kulturalnej i religijnej tożsamości naszego Narodu. Podzielam ich niepokoje związane z gospodarczym układem sił...
Papież nie mówi, że docenia troskę euroentuzjastów o jak najszybsze wejście Polski do UE. Nie mówi, że podziela ich poglądy, opinie, wartości i cele. Mówi tylko o przeciwnikach integracji, o nas. Docenia naszą troskę. Nie zapomina o niej. Podziela nasze niepokoje. Nie mówi o tym, że z czymś się z nami nie zgadza, że w czymś błądzimy. On tylko docenia i podziela. Cóż jednak z tego? Cóż z naszej troski i niepokoju? Garstka nas jest. A może byliśmy i jesteśmy za mało aktywni? Głową muru nie możemy rozbić. Zniszczyli nam Polskę, sprzedali, zbezcześcili. Kpią z nas w żywe oczy i robią co chcą. Już jesteśmy po pierwszym rozbiorze. Trzymają nas za gardło i dokonują drugiego rozbioru Polski. Prawie wszystko w ich rękach. Jeszcze tylko jest Radio Maryja i garstki organizujących się prawdziwie polskich struktur. Społeczeństwo powolutku się budzi i to raczej wtedy i z tego powodu, że pustka w kieszeni i nie ma co do garnka włożyć. Wielu nie chodzi o Chrystusa, wartości, wolność, Polskę tylko o tę kieszeń i garnek.
Papież mówi:
Muszę jednak podkreślić raz jeszcze, że Polska stanowiła ważną część Europy i dziś nie może wyłączyć się z tej wspólnoty, która wprawdzie na różnych płaszczyznach przeżywa kryzysy, ale która stanowi jedną rodzinę narodów opartą na wspólnej chrześcijańskiej tradycji. Wejście w struktury Unii Europejskiej, na równych prawach z innymi państwami, jest dla naszego Narodu i bratnich narodów słowińskich wyrazem jakiejś dziejowej sprawiedliwości, a z drugiej strony może stanowić ubogacenie Europy. Europa potrzebuje Polski. Polska potrzebuje Europy.
Co tu Papież nam mówi? Nie separujcie się od Europy. Nie zostawiajcie biedaków samych. Toż to wasza rodzina. Macie wobec nich obowiązki.
Trochę przypomina mi to inną sytuację. Kiedyś zapytałem się kogoś zajmującego się sprawami Polonii w Kazachstanie - dlaczego Niemcy dawno już opuścili Kazachstan, a Polacy tam tkwią w biedzie jako obywatele niższej kategorii? Zapytałem go też - dlaczego państwo polskie nie zadba o to, by powrócili do Ojczyzny. Powiedział coś, co mnie zaszokowało i co w jakiejś mierze szokuje mnie nadal. Powiedział, że Kościół wciąż pragnie ewangelizować kraje byłego Związku Sowieckiego, ale gdyby Polacy je opuścili nie byłoby żadnego pretekstu, na który zgodziłyby się tamtejsze władze, obecności tam Kościoła. “To Kościół - powiedział - blokuje powrót tych Polaków”.
Papież myśli o Europie, o całej Europie, a nie tylko o Polsce i namawia nas abyśmy szli do UE w samozaparciu i poświęcając nasze życie po to, by ją ratować, jak misjonarze, którzy muszą cierpieć głód i choroby gdzieś w sawannach Afryki i którzy często giną z rąk tubylców, ale to wszystko dla Chrystusa.
Jako świecki, jako Polak trochę się przeciwko temu buntuję. Mogę iść, sam, ale już żal mi moich dzieci i wnuków, tego, że nie będą już mogły podejmować decyzji, że zostaną postawione przed faktem dokonanym i zamiast żyć u siebie w Polsce, w swoim kraju, spokojnie i dostatnio będą musieli znosić upokorzenie, ubóstwo i cierpienie. Rozumiem, że dla Chrystusa. Chciałbym tylko, aby każdy sam wybierał sobie męczeństwo, a nie był do niego przymuszany.
Papież mówi o sprawiedliwości i mówi o wejściu Polski w struktury UE na równych prawach z innymi państwami. Trochę to niejasne. Nie bardzo wiem o co chodzi. Może Papież nie mógł tego powiedzieć inaczej. No bo cóż to znaczy? Czy to znaczy, że Papież sądzi, że wchodzimy do UE na takich prawach jakie mają państwa Zachodu? Gdyby tak było to, oczywiście, papież, by się mylił. W takiej perspektywie może się mylić. To jakby nie jego płaszczyzna i specjalność. Sądzę jednak, że się nie myli. To jest tylko moje przypuszczenie. Jeśli uznać, że się nie myli to należy przyjąć, że nie mówi o tym referendum, że mówi zupełnie czymś innym. O czym?
Może sugerować żebyśmy odrzucili ten traktat akcesyjny i negocjowali nowy gwarantujący nam równe prawa. Może też jednak sugerować abyśmy poszli drogą Norwegii podpisując niektóre traktaty europejskie i współpracując ściśle z UE w wielu dziedzinach pamiętając wciąż o tym, co najbardziej interesuje Papieża - o ewangelizacji Europy. Za mało jest danych, by odpowiedzieć na pytanie - o co dokładnie Papieżowi chodzi? Hipotezy te więc zapewne na zawsze już pozostaną tylko hipotezami.
Papież mówi, że Europa potrzebuje Polski. Na pewno nie chodzi mu o perspektywę ekonomiczną, w której Europa potrzebuje Polski jak nigdy. Chce przecież naszym kosztem powstrzymać swój kryzys ekonomiczny.
Papież może więc mieć na myśli tylko jedno - Europa potrzebuje jak powietrza chrześcijaństwa, a to chrześcijaństwo może jej dać już tylko Polska. Europa jest za słaba i zbyt zdemoralizowana, by samemu poradzić sobie ze swoimi duchowymi kłopotami.
Co to znaczy, że Polska potrzebuje Europy? Sądzę, że chodzi tu o dwie sprawy.
Po, pierwsze, Polska potrzebuje europejskości, tej prawdziwej, chrześcijańskiej, w której tkwi korzeniami i bez której by uschła. Być może Papież obawia się, że negując UE zanegujemy i prawdziwą Europę, tę Europę, która żyje już tylko w muzeach, bibliotekach, dziełach filozofów, teologów i poetów, dziełach sztuki, muzyce i architekturze.
Po drugie, Polska zapewne, według Papieża, potrzebuje Europy jako swego rodzaju oczyszczającego elektrowstrząsu. Zachorowaliśmy na to samo pogaństwo co Zachód, na ten sam praktyczny satanizm. Gdy ona nas ogarnie, gdy zacznie wdeptywać w ziemię wreszcie się zapewne obudzimy. Taka jest nasza natura. Potrzebujemy mocnego bodźca, wojny, zaboru, upokorzenia, by ten ogień pod skorupą wybuchł i ogarniając Polskę ogarnął uzdrawiająco i Europę.
Papież mówi:
Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej! To jest wielki skrót, ale bardzo wiele się w tym skrócie mieści wielorakiej treści.
Papież mówi, że to wyzwanie i mówi:
To wyzwanie stawia jednak przed wierzącymi zadanie - zadanie aktywnego budowania wspólnoty ducha w oparciu o wartości, które pozwoliły przetrwać dziesięciolecia programowej ateizacji.
Czym była Unia Lubelska? Tak o niej mówi jedna z encyklopedii: “unia polsko-litewska 1569; ustalała wspólne dla obu państw: monarchę, sejm, politykę zagraniczną i monetę, oddzielne instytucje: skarb, wojsko, aparat administracyjny i sądowniczy”.
Trzeba przyznać, że na tamtej Unii duchowo i cywilizacyjnie skorzystała Litwa, politycznie zaś, i w wielu innych perspektywach, skorzystała Polska. Litwa utraciła, w znacznej mierze, z jej powodu swoje elity (które się spolonizowały), a poprzez to wiele możliwości rozwoju kulturowego (te elity nie tworzyły już kultury litewskiej tylko polską). Litwa w tej Unii była mniejsza i słabsza.
Jeśli porównać UE i Polskę można postawić tezę, że UE jest słabsza duchowo i moralnie. Jednak ma w sobie dużo zadufania, zarozumialstwa i pychy, a przede wszystkim ma druzgocącą przewagę liczebną, siły i pieniądza.
Papież jest, jak się wydaje pesymistą, co do teraźniejszości i optymistą, co do przyszłości. Wierzy, że Polska zrobi z UE to co zrobiła z Litwą Nikt jednak, poza Bogiem, nie zna przyszłości. Żeby nie było odwrotnie, żeby to Polska nie stała się nową Litwą, Litwą, która utraci swoją osobowość. Osobowość Litwy była wtedy pogańska. Dobrem więc dla niej była jej utrata. Osobowość Polski jest chrześcijańska. Śmiercią dla niej będzie, gdy spoganieje.
Papież jest Papieżem i myśli jak głowa Kościoła Chrystusem i Kościołem. Jestem katolikiem, ale myślę też jak Polak i w tej perspektywie muszę spostrzegać śmiertelne zagrożenie dla Polski. Będę więc robił wszystko, co w mojej mocy i w taki sposób jaki jest dla mnie charakterystyczny, aby Polska nie weszła do Unii, a gdy do niej wejdzie żeby jak najszybciej z niej wyszła. Pamiętałem zawsze i będę wciąż pamiętał o naszych katolickich obowiązkach wobec Europy, o tym, że musimy jej pomóc. Polska jest dla mnie ukochaną Matką i niczego nie zrobię dla kuzynów z Zachodu, co byłoby ze szkodą dla mojej Matki. Tak dyktuje mi moje polskie sumienie i tak dyktuje mi moje katolickie sumienie, sumienie kształtowane przez objawienie, tradycję i nauczanie Kościoła - te czynniki-sfery, w których (w każdym z nich) jest mowa o przykazaniu “Czcij Ojca swego i Matkę swoją” i o tym, że to przykazanie odnosi się również do Ojczyzny.

Podsumowanie

Dokument wydany przez Episkopat Polski 2 maja 2003 r., który ma być czytany w kościołach polskich 1 czerwca 2003 r. mówi:
Biskupi mają świadomość, że z samej wiary katolickiej nie można bezpośrednio wyprowadzić stanowiska w sprawie referendum akcesyjnego.
Przemówienie Papieża z dnia 19 maja 2003 r. nie dotyczy, jak wszystko na to wskazuje, referendum. Słowo “referendum” w tym przemówieniu nie pada. Przemówienie to jednak dotyczy, ewidentnie, wejścia Polski do UE. Istotne części wypowiedzi papieża nie są do końca jasne. Jasna jednak jest ostateczna konkluzja. Papież, wyrażając swoją opinię, podkreślmy to, poza porządkiem wiary, jest za, ale... na równych prawach z innymi państwami. Papież widzi bowiem w tym wejściu Polski do UE szansę na nawrócenie Zachodu.
Taka szansa oczywiście jest. Taka szansa będzie jednak, i to ewidentnie, również wtedy gdy pójdziemy drogą Norwegii, gdy wejdziemy w gospodarczy i polityczny układ z Unią Europejską wyłącznie w jego korzystnych dla Polski wymiarach strzegąc swojego dobra wspólnego oraz zachowując niepodległość i suwerenność. Odróżnijmy cele, które wskazuje nam Papież od form, poprzez które te cele mogą zostać zrealizowane. Słuchajmy Papieża i podejmijmy jak najszybciej misję ewangelizacji Europy. Powiedzmy jednak “nie” w referendum, a jeśli je przegramy zróbmy wszystko, by jak najszybciej Unię opuścić.
Papież jest wielki w swoim ewangelicznym przesłaniu, jest wielki jako Namiestnik Chrystusowy. Jednak w sprawach politycznych i gospodarczych przebywa na tym samym poziomie, co każdy z nas. Tutaj dróg jest wiele i należy wybrać nie tylko tę, która ułatwi ewangelizację Europy, ale również tę, która nie uczyni szkody Polsce i Polakom. Jestem głęboko przekonany, że taką drogą jest wyłącznie droga poza strukturami UE, droga, która będzie drogą ścisłej współpracy, ale która będzie również drogą polskiej racji stanu, drogą, na której nie utracimy niczego ze swych dóbr materialnych i duchowych, których za cenę krwi broniły pokolenia naszych przodków (Jan Paweł II, Przemówienie do Ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej, 3.XII.2001).

Powiedzmy więc w referendum “nie”.

Post Scriptum

Sprzeciw może budzić forma papieskiego przemówienia, która nabiera politycznego wymiaru. Została ona bowiem tak skonstruowana, że wyraźnie idzie na rękę UE i SLD i innym, w tej perspektywie, podobnym. Pytanie tylko - dlaczego pojawiła się właśnie taka jego forma? Odpowiedź wydaje się być prosta.
To już polityka Kościoła, ta ziemska choć oczywiście nie oderwana od spraw duchowych. Polaków na Litwie bardzo zabolało onegdaj, gdy papież nazwał ich Litwinami pochodzenia polskiego. Były potem sprostowania, ale ból pozostał. Dlaczego Papież zranił wtedy Polaków. Dla dobra Kościoła - litewskiego i polskiego na Litwie, w ramach negocjacji i przetargów ze świeckimi władzami Litwy.
Pamiętajmy o tym, że po 1945 r. biskupi Słowacji i Czech obłożyli ekskomuniką wszystkich tych katolików, którzy związali się w jakikolwiek sposób z komunizmem (np. zapisali się do partii komunistycznej). Kościół w Czechosłowacji został wręcz wdeptany przez komunistów w ziemię, rozpędzono zakony, ograniczono liczbę księży, zamknięto wiele Kościołów, zakazano druku katolickich książek. Bardzo to osłabiło tamtejszy Kościół.
Inaczej postąpili wtedy biskupi polscy, Prymas Tysiąclecia. Weszli w dialog z komunistami, poszli na pewne ustępstwa. Czy można oskarżać Prymasa Wyszyńskiego o kolaboracje z komunistami. Oczywiście, że nie. Dziś więc też nie można mówić o kolaboracji Papieża z UE i SLD. To jest gra, po prostu gra.
Taką grę prowadził Kościół z Cesarstwem Rzymskim gdy skończyły się prześladowania. Kościół wtedy wszedł w dialog z poganami, w negocjacje. Często też szedł na ustępstwa i dokonywał gestów, których poganie się dopominali. Forma przemówienia papieskiego boli. Przyjmijmy ten ból tak jak chrześcijanin przyjmuje krzyż. Nieśmy ten krzyż w intencji tych wszystkich faryzeuszów, którzy wbrew Papieżowi popierali wojnę w Iraku, którzy wbrew niemu sięgali po tabletki antykoncepcyjne, otwierali drogę pornografii, głosili pochwałę aborcji, żądają eutanazji, a teraz będą mówić, że oni głosować będą za integracją Polski z UE, bo tego chciał Papież. Módlmy się za nich, by gdy znajdą się w UE czyściec jaki ich wtedy spotka nie obrócił ich przeciwko Kościołowi, ale oczyścił z egoizmu i otworzył przed nimi drogę, którą faktycznie wskazuje Kościół.
Czyż można na szali położyć z jednej strony kilka zdań wypowiedzianych przez Papieża 19 maja 2003 r. z drugiej zaś całe Jego nauczanie, nauczanie całego Kościoła, Tradycję, Objawienie, moralność chrześcijańską, Polskę i los Polaków, fakty i prawdę? Czy można powiedzieć, że przeważyło tych kilka słów? Trzeba być bardzo zagubionym albo bardzo nieuczciwym, trzeba być faryzeuszem.