Strona główna
Internetowej
Gazety Katolików

Stanisław Krajski

Ks. Czajkowski znowu atakuje

Gdy władze Uniwersytetu Kardynala Stefana Wyszyńskiego odcięły się od publicznych wypowiedzi ks. prof. Michała Czajkowskiehgo stawiając go tym samym w kłopotliwej sytuacji Ksiądz Profesor zaatakował publicznie macierzystą uczelnię pisząc w specjalnym oświadczeniu między innymi: „Tego rodzaju "odcinanie się" przypomina dawne czasy i metody... Ale jest chyba pierwszym takim aktem w dziejach naszej Uczelni? Jeśli jednak taki precedens tworzycie, dlaczego nie oświadczacie, że tylko we własnym imieniu inny pracownik UKSW, zawsze przedstawiany jako wykładowca naszej Uczelni, wygłasza (publicznie, od lat, w różnych miejscach Polski) poglądy (antysemickie) wyraźnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła Katolickiego i Papieża i chyba przez to kompromitujące naszą katolicką Uczelnię? (Gdy inny pracownik UKSW pisuje artykuły antysemickie i antyeuropejskie na łamach "Naszego Dziennika", prezentującego treści wyraźnie niechrześcijańskie, też Wam to, Przyjaciele, nie przeszkadza)”.

Pierwsza uwaga. Skąd ks. prof. M. Czajkowski wie, że „pewien” pracownik UKSW wygłaszający publicznie różne opinie jest „zawsze przedstawiany jako pracownik UKSW”? Skąd wie, że „wygłasza (publicznie, od lat, w różnych miejscach Polski) poglądy (antysemickie) wyraźnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła Katolickiego i Papieża”.?

Jestem pracownikiem UKSW. Wygłaszam publiczne wykłady na różne tematy i publikuję w „Naszym Dzienniku”. To gołosłowne pomówienie może zatem dotykać również mnie. Ktoś może to tak odczytać. Czuję się więc obrażony. Pozwolę sobie zatem zabrać głos na ten temat.

Co do wykładów publicznych to nie będę starał się udowodnić, że nie jestem wielbłądem. Mogę tylko oświadczyć, że głoszę w ich ramach te same poglądy, które prezentuję w swoich książkach i na łamach „Naszego Dziennika”.

W „Naszym Dzienniku” i w swoich książkach wyrażałem krytyczne opinie wobec integracji Polski z Unią Europejską i wobec samej Unii Europejskiej. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem Unii i integracji Polski z jej strukturami. Nie można jednak powiedzieć, że moje poglądy są „antyeuropejskie” i że zawierają treści antychrześcijańskie. Jestem za Europą Ojczyzn i Wartości, Europą Ducha, Europą, która uznaje swoje chrześcijańskie korzenie i pragnie odnosić się do nich w codziennej praktyce.

Czy nie mam prawa reprezentować takich poglądów? Gdzie tu powód do ingerencji władz mojej uczelni?

Drugi zarzut jest poważny i ma znamiona pomówienia i to takiej rangi, że można tu dochodzić sprawiedliwości na drodze sądowej. Gdybym zaskarżył Księdza Profesora przegrałby sprawę z kretesem i musiałby przekazać poważną sumę na fundację obejmującą opieką sieroty palestyńskie, ofiary izraelskiej armii.

Chyba jednak, kierując się chrześcijańskim miłosierdziem, oszczędzę Księdzu Profesorowi tego upokorzenia pozostawiając mu więcej czasu na modlitwę i refleksję nad tym, co przystoi Kapłanowi i Profesorowi Uniwersytetu i jaka powinna być stosowana przez niego, także na co dzień, metodologia, sposób weryfikacji przyjmowanych twierdzeń.

Chociaż może trzeba by się zastanowić. Chodzi przecież tak o dobre imię Uczelni jak i moje własne. Może więc należałoby kwestie tę rozwiązać na drodze sądowej. Pomyślimy. Zastanowimy się.

A może Ksiądz Profesor wymieni nazwiska tych, których napiętnował i sprawa będzie jasna. Jeśli ich nie wymieni może to oznaczać tylko jedno – sam doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego oskarżenia są gołosłowne.

Zawarte w jego oświadczeniu inwektywy pod adresem Radia Maryja („sączenie” w „umysły i serca” słuchaczy „i to w oprawie religijnej - treści ksenofobicznych, antysemickich, antyekumenicznych”) mają również znamiona pomówienia, które może zostać sądownie napiętnowane. Pomówienia takie nie licują z godnością Kapłana, Profesora Katolickiej Uczelni. W kontekście nagonki na tę rozgłośnię przeprowadzanej przez ludzi niechętnych, a nawet wrogich Kościołowi nabiera to jeszcze głębszego negatywnego moralnego wydźwięku.

Przejrzałem w komputerze, bo przecież pamięć ludzka jest zawodna, co takiego napisałem w „Naszym Dzienniku” o Żydach podczas swojej współpracy z tym pismem, a więc w latach 1999-2002(w swoich książkach raczej nie poruszałem tego tematu). Słowa „Żyd”, „żydowski” itp. pojawiają się z reguły w cytatach i to z: Sorosa, Olechowskiego, Szczypiorskiego, Stefana Kisielewskiego o. Salija, a więc osób, które o antysemityzm nikt nie oskarżał. Słowa te pojawiają się też tam, gdzie odnoszę się do żydowskiej kabały.

Poza tym ukazały się w „Naszym Dzienniku” cztery moje artykuły dotyczące jakoś problematyki żydowskiej.

Pierwszy z nich to artykuł pt. „Co mają wspólnego Żydzi z homoseksualistami i Tygodnikiem Powszechnym?”, w którym referuję stanowisko ortodoksyjnych środowisk żydowskich wobec homoseksualizmu zreferowane w numerze 7-8, lipiec-sierpień 2000 czasopisma „Midrasz” w materiale Laury Mincer pt. „Żydzi i geje razem”. Rozpoczyna go prezentacja tytułów, które ukazały się w roku 2000 w nagłówkach prasy rzymskiej: „Żydzi pobłogosławili Gay Pride”, „Solidarność Żydów z homoseksualistami” oraz pytanie: „Czemu w upalne czerwcowe dni Żydzi zajęli nieoczekiwanie tak jednoznaczne i ryzykowne stanowisko?”

W swoim materiale polemizuję z tezą, że Żydzi powinni bronić homoseksualistów, bo ci dziś są tak prześladowani jak Żydzi przez hitlerowców. W tym samym materiale polemizuję z artykułem zamieszczonym w referowanym numerze „Midrasz” autorstwa Bożeny Umińskiej pt. „Polska i jej Żydowskie duchy”, który jest poświęcony „polskiemu antysemityzmowi”. Kończę te polemikę w sposób następujący: „Żydzi mogą liczyć nie tyle na tolerancję, co na miłość polskich katolików. Są naszymi bliźnimi. Czy jednak mogą liczyć na szacunek? Na pewno na szacunek mogą liczyć ci, którzy starają się zachowywać wierność Bożemu objawieniu zawartemu w Starym Testamencie. Wiemy, że jeszcze im daleko do Boga, do którego jedyna droga prowadzi, jak przypomniał to ostatnio kościelny dokument przez Chrystusa. Czy ze strony katolików mogą jednak na szacunek liczyć ci, którzy uczestniczą aktywnie w kampanii na rzecz uznania, że homoseksualizm nie jest moralnym złem, w kampanii, która grzech pragnie zrównać z cnotą?”

Kolejny mój artykuł dotyczący tego tematu nosi tytuł: „Jaki powinien być nasz stosunek do Żydów?”. Referuję w nim stosunek o. Jacka Woronieckiego do Żydów, który wyraża się między innymi w następujących przytoczonych przeze mnie słowach: „Trzeba w nich umieć odkryć te pierwiastki dobra pochodzenia Bożego i zawsze uszanować wszystko to, co Bóg w swym miłosierdziu w ich duszach działa. Dla wielu z nich takie uznanie w nich darów Bożych przez wiernych uczniów Chrystusa może być decydującym impulsem, aby się do tego Chrystusa zbliżyć, aż wreszcie spotkanie kogoś, kto wezwanie Zbawiciela, by być cichym i pokornego serca lepiej od innych w życie wcielił, sprawi, że sami padną przed Nim na kolana. Ale i ci, którzy słodkiemu jarzmu Chrystusa się nie poddadzą, też inaczej się będą ustosunkowywać do tych, którzy za Jego sprawę walczą, gdy z naszej strony spotkają się z uznaniem tego, co w nich jest dobrego, a więc Bożego”.

Następny mój artykuł, który dotyka spraw żydowskich nosi tytuł „Kim był Bruno Schultz?” i kończy się tak: „Nie jestem rasistą i nie dzielę ludzi według „gatunku” krwi jaka płynie w ich żyłach. W związku z tym Bruno Schultz to dla mnie Polak, który tworzył kulturę polską wydobywając z naszego języka jego bogactwo i piękno, zapisane tam przez całe pokolenia naszych przodków, a Edith Stein to po prostu wielka święta, która będąc swego czasu Żydówką uświadomiła sobie, że najbardziej właściwą drogą przez ten świat jest Kościół katolicki. Potem była więc już tylko (a może raczej aż) katoliczką”.

I wreszcie opublikowałem w „Naszym Dzienniku” artykuł pt. „Czy Żydzi potrzebują Chrystusa?”, który był polemiką z materiałem Stanisława Krajewskiego opublikowanym w piśmie „Midrasz” w styczniu 2001 r. Lansuje on tam tezę: „Przez wieki pseudoteologia antyjudaizmu była zapalnikiem w nieustannie dozbrajanej bombie antysemityzmu”. Oskarża chrześcijan o to, że nie szanowali i nie szanują Żydów, bo wciąż chcieli i chcą ich nawracać oraz stwierdza, że Żydzi nie potrzebują Chrystusa.

Bronię w swoim materiale Kościoła, średniowiecza, Kolbego itd. Stwierdzam też: „Kochać to znaczy również chcieć dla tego kogo się kocha dobra. Dobro zaś związane jest z naturą i prawdą. Jeżeli ukochana osoba głosi fałszywe poglądy i żyje według nich to robimy wszystko, by poznała prawdę i żyła w niej. Jeżeli ukochana osoba robi coś złego szkodzi sobie i innym zrobimy wszystko, by przestała to robić, by odnalazła dobro i zmierzała ku niemu. Gdyby chrześcijanie nie kochali Żydów (tak jak i innych bliźnich) pozostawiliby ich w spokoju. Gdy ich kochają starają się ukazać im prawdę i dobro, podzielić się tym, co uznają za najlepsze, swoją radością i szczęściem – Jezusem Chrystusem. Chrześcijaństwo jest i musi być misyjne („Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię.”). Istota chrześcijaństwa sprowadza się, między innymi do tego, że uznaje Jezusa Chrystusa za jedynego Zbawiciela. Jeżeli jakiś Żyd zostaje zbawiony to więc tylko przez Jezusa Chrystusa. Wiemy, że może zostać zbawiony nie będąc chrześcijaninem (to jednak bez tych wszystkich środków do zbawienia jest bardzo, niewyobrażalnie trudne) ale tylko wtedy gdy, w istocie, poszukując szczerze prawdy i dobra nie wiedząc o tym zbliża się do Chrystusa i nie potrafi z przyczyn niejako obiektywnych (niezależnych od niego) pokonać swojej niewiedzy. Taka właśnie jest nasza wiara.”

Gdzież tu antysemityzm? Czyżby Ksiądz Profesor używał tego słowa w taki sam sposób w jaki za czasów Stalina szermowano określeniami „wróg ludu” czy „agent imperialistyczny”?