bojkot


Strona główna
Internetowej
Gazety Katolików

A jednak bojkot!

Niedługo minie 20 lat od pewnego referendum, o którym mało kto pamięta. Odbyło się ono 29 listopada 1987 r. i zostało zbojkotowane przez społeczeństwo. Przypomnę tym, którzy nie pamiętają lub nie mogą pamiętać o co chodziło. Rok 1987 był bardzo ciekawym w historii PRL. W czerwcu tego roku Ojczyznę nawiedził Jan Paweł II. Był wtedy w Krakowie, na Westerplatte i w Gdańsku na Zaspie. Dla nas odprawienie mszy św. na Zaspie miało wyjątkową wymowę – mieszkał tam bowiem Lech Wałęsa, który w tych czasach był niekwestionowanym autorytetem. Papież złożył również kwiaty przed Pomnikiem Stoczniowców w Gdańsku, a trzeba wiedzieć, że nie było to wtedy tak powszednie jak dzisiaj. Dziś, niezależnie od orientacji i przeszłości politycznej każdy polityk składa tam kwiaty. Wtedy sytuacja była taka, że do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy czy Papież będzie mógł te kwiaty złożyć. Dla nas to wszystko miało wielkie znaczenie i przyczyniło się do ponownej konsolidacji Narodu.
W tym samym 1987 r. odkryto (lub lepiej powiedzieć pozwolono odkryć, bo o zbrodni wiedzieli bardzo dobrze okoliczni mieszkańcy) groby zamordowanych przez NKWD mieszkańców Suwalszczyzny i zaczęto myśleć o pomniku. W listopadzie tego roku po raz pierwszy powołano rzecznika praw obywatelskich (urząd zaczął działać w pełni od 1.01.1988) Władza ludowa po woli rozluźniała pętlę. Chciała pokazać „ludzką twarz” i udowodnić, że zamierza iść na ustępstwa. Dlatego właśnie ogłoszono referendum, które miało na celu zyskać zgodę społeczeństwa na zmiany. Wchodziło to w plany tzw. „drugiego etapu reformy gospodarczej”. Pierwszy etap, przypomnijmy, trwał od 1982 do 1987 i był próbą wydobycia gospodarki z kryzysu, który nastąpił po gierkowskim przyśpieszeniu lat 70tych. Drugi etap, zaznaczmy to wyraźnie, był wprowadzeniem do zmian systemowych, które nastąpiły po 1989 r. Był jakby preludium. Wtedy bowiem zaczęło się powolne otwarcie gospodarki na kapitału zagraniczne.
Referendum, jak wspomniałam, miało zyskać aprobatę społeczeństwa dla działań władzy. A jednak stało się inaczej. W październiku Lech Wałęsa wezwał do bojkotu referendum. I bojkot się udał. Udał się dlatego, że społeczeństwo było skonsolidowane, jeszcze nie przebrzmiały słowa Papieża na Westerplatte i na Zaspie, jeszcze Wałęsa był autorytetem. Organizowaliśmy się więc w tej dawnej Solidarności, docieraliśmy ulotkami i pisemkami do ludzi. W dniu referendum wielu z nas miało swoje dyżury przed lokalami wyborczymi. Przechadzaliśmy się tam i z powrotem, czasami na zmianę z parami milicjantów, którzy „pilnowali porządku”. My notowaliśmy ile osób wchodzi do lokalu, oni zaś notowali nasze imiona i nazwiska. Niektórzy z nas brali na kolejny dyżur dzieci na spacer, miało to charakter trochę wychowawczy a czasami trochę zachowawczy. Dzień był pogodny, nasze dyżury były udane, a referendum przepadło. Miało ono dwa pytania, które w naszym żargonie brzmiały tak:
    1. Czy chcesz żyć lepiej, ale jeszcze nie teraz?
    2. Czy chcesz by ci było jeszcze lepiej?
W rzeczy samej pytania były takie:
    1. Czy jesteś za pełna realizacją przedstawionego Sejmowi programu radykalnego uzdrowienia gospodarki, zmierzającego do wyraźnego poprawienia warunków życia, wiedząc, ze wymaga to przyjścia przez trudny dwu-trzyletni okres szybkich zmian?
    2. Czy opowiadasz się za polskim modelem głębokiej demokratyzacji życia politycznego, której celem jest umocnienie samorządności, rozszerzenie praw obywateli i zwiększenie ich uczestnictwa w rządzeniu krajem?
Otóż referendum przepadło, dlatego, że nikt już nie miał zaufania do władzy. Ci sami ludzie, którzy kilkanaście lat wcześniej chętnie mówili „pomożemy”, teraz odmówili pomocy. Pozytywna odpowiedź tak na pierwsze jak i na drugie pytanie nie przekroczyła wymaganych 50% głosów.
Co nastąpiło po tym referendum? Władza uświadomiła sobie, że społeczeństwo już nie jest w stanie zaakceptować kolejne jej posunięcia, że musi pójść na prawdziwe ustępstwa. Zaczęto wtedy szykować „okrągły stół”, w konfiguracji którego żyjemy do dziś. Zrobiono jeszcze jeden krok – zmieniono ustawę o referendum. Wtedy bowiem obowiązywał wymóg uzyskania ponad 50%, ale nie spośród głosujących, tylko ze wszystkich osób uprawnionych do głosowania. Od tego czasu każde referendum, niezależnie od tego ile procent uprawnionych do głosowania bierze w nim udział jest ważne. Wygodne to dla władzy, również dla PiS.
Dlaczego tak szczegółowo przypominam tamte już odlegle czasy? Otóż obecnie jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji. Władza zdaje sobie sprawę z tego, że w jakiś sposób musi zachęcić ludzi do głosowania. Ale zdaje sobie sprawę również i z tego, że nie ma im nic konkretnego do dania. Podobnie jak dawna władza ludowa tłumaczy wyborcom, że zrobi wszystko dla ich dobra. PiS zapowiada rozliczenie afer, ustanie korupcji i nieustanny wzrost gospodarki. PO obiecuje normalizacje i uspokojenie życia politycznego, obniżenie podatków i umożliwienie sukcesu indywidualnego i zbiorczego Polaków. O innych ugrupowaniach tu nie wspominam, ponieważ wydaje się, że główna walka nieuchronnie rozegra się między tymi dwoma.
Dochodzi do takiej sytuacji, że porządny człowiek nie wie na kogo ma glosować. Inaczej rzecz biorąc powtarza się sytuacja z kilku ostatnich wyborów – glosować na mniejsze zło. Tym mniejszym złem wydaje się w opinii wielu być PiS. Mam do tej teorii dwa zarzuty: Pierwszy to, że zło, przez to, że jest mniejsze nie przestaje być złem! Wybór mniejszego zła jest wyborem jednak zła. I drugi – nie widzę specjalnej różnicy w tym czy do władzy dojdzie PiS czy PO. Wiem, że tym ostatnim zdaniem oburzyłam wszystkich naszych czytelników. Ale, proszę spokojnie przeczytać artykuł do końca, może ktoś uzna mi racji. Jest kilka (w moim mniemaniu) podstawowych spraw dla Polski, które należy zrobić i zacznę od nich, by przejść dalej do drobniejszych.
Pierwsza – to sprawa konstytucyjnej ochrony życia poczętego. PiS pokazał, że nie interesuje się tą sprawą. Wręcz przeciwnie – wtedy, gdy była realna szansa na zmianę Konstytucji i wpisanie artykułu o ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci, PiS nie tylko, że nie poparło sprawy, a jeszcze blokowało, w czym szczególny udziel mieli Prezydent i Premier. Czy w Sejmie kolejnej kadencji możemy liczyć w tej sprawie na PiS? Dokładnie tyle, ile na PO – czyli ani jedni, ani drudzy nic nie zrobią, najwyżej zablokują.
Druga – nieustająca emigracja zarobkowa i to szczególnie ludzi młodych, którzy w wielkim procencie nie powrócą. W czasie swoich rządów PiS nie zrobiło nic w tym kierunku. Wręcz przeciwnie – nierozstrzygnięty konflikt ze Służbą Zdrowia tylko przyczynił się do zwiększenia emigracji lekarzy i pielęgniarek. Osławiony wzrost gospodarczy nie przekonał nikogo do pozostania w Kraju. Emigracja rośnie, skutkiem czego bezrobocie spada. Czy PiS to zmieni w nowej kadencji? Wydaje się, że ani PiS, ani żadne inne ugrupowanie nie ma pomysłu na wyjście z tej sytuacji, mało tego, nie jest dla nich to problem priorytetowy.
Trzecia – nasze wojska w obcych krajach na prawie okupanta. To nie jest za „wolność naszą i waszą!” Owszem spodziewaliśmy się po PiS, że wycofa wojska z Iraku – zamiast tego zwiększyli kontyngent i dali wojska do Czadu! Co ma Polska do Czadu? Czy wszyscy chociaż wiemy gdzie jest Czad? A może to jak w dawnych kawałach – kolejna próba nauczania geografii! Czwarta – osławiona tarcza! W czyim interesie jest budowa tarczy w Polsce? Na pewno nie jest to nasz interes. Jedyny efekt tej tarczy może być utrudnienie stosunków z sąsiednim państwem, o którym jakby się zapomniało, że jest to państwo mocarstwowe. Z dnia na dzień coraz szybciej wracające do dawnej mocarstwowości. PiS z tarczy nie zrezygnuje, PO prawdopodobnie też. Będzie mogło się tłumaczyć układami podpisanymi przez PiS.
Piąta – sprawa dekomunizacji. Nic a nic PiS nie zrobił w tej sprawie. Chociaż wykorzystuje się mniej lub bardziej wiarygodnych zasobów IPN w sprawach, kiedy osobiście Prezydentowi czy Premierowi ktoś nie odpowiada, tak jak było z księdzem arcybiskupem S. Wielgusem, dekomunizacji jak nie było tak nie ma. Jaruzelski jest na wolności, mimo że ciąży na nim krew ludzka. I nie tylko on. Czy coś się zmieni w tej sprawie jeśli do władzy dojdzie ponownie PiS? Wątpię. Wydaje się, że kto by nie doszedł do władzy skorzysta z już ustalonego jeszcze za poprzedników PiS sposobu wykorzystania zasobów IPN. Sposób prosty – udostępnia się jakieś dokumenty wybranym mediom i czeka się na efekty. Sprawa często kończy się w sądzie, nieraz uniewinnieniem, ale dobre imię człowieka zostało zszargane. A człowiek wyeliminowany z życia politycznego.
Szósta – uczestnictwo Polski w Unii Europejskiej. To już zakrawa na skandal! Mało, ze PiS, a w szczególności bracia Kaczyńscy zawsze byli prounijni (nigdy się z tym nie kryli), ale jeszcze i wszystkie ich działania prowadzą do jeszcze większego uzależnienia od Unii. Sprawa „pierwiastków”, może nawet i mądrze pomyślana, skończyła się sromotną klęską, nazwaną „sukcesem”. A budowa autostrady przez Dolinę Rozpudy? Unia kazała i autostrady nie będzie. Sprawa kilku żabek stała się ważniejsza niż sprawa ludzi. Na każdym kroku PiS ulega żądaniom Unii. Teraz czeka nas poważne zadłużenie i kto wie czy nie wprowadzanie obcych robotników (prezydent nawet mówił o chińczykach!!)do organizacji mistrzostw Euro 2012. Te mistrzostwa nie przysłużą się Polsce, najwyżej Ukrainie. Sprowadzanie "geistarbeiter-ów" może mieć bardzo negatywne skutki. Dobrze jest uświadomić sobie z jakimi problemami się borykają Niemcy. I przypomnieć sobie ile nas kosztowała olimpiada w Moskwie.
A teraz przypomnijmy sobie, że PiS, gdy doszedł do władzy chciał rządzić w koalicji z PO. Tylko że nie doszło do porozumienia w sprawie podziału ministerstw. Teraz na pewno łatwiej się porozumieją. Wspominam o tym, by za dwa miesiące gdy dojdzie do ugody (na co zdaje się wskazywać wielkie przetasowanie ludzi z jednego ugrupowania do drugiego) nikt nie był zdziwiony i nie czul się zwiedziony. Wyborca bowiem jeśli głosuje na jakąś partię, to automatycznie uważa, że ta partia będzie inna niż ta, na którą nie glosował. Życie jednak pokazuje, ze tak nie jest. Przypominałam dzieje dwudziestoletniej dawności. Wtedy, podkreśliłam Wałęsa był autorytetem. I gdy glosowaliśmy na Wałęsę w wyborach prezydenckich i do głowy nam nie przyszło, że umocni „lewą nogę”. A jednak umocnił!
Przejdźmy do innych spraw, które może nie są tak decydujące dla państwa, jak wyżej wymienione.
I tak, często słyszę taki argument: glosujmy na PiS, bo jest patriotyczny. Jaki jest patriotyzm PiS mogliśmy się przekonać po jego stosunku do Unii, o czym była mowa wyżej. Ale pada też argument tego typu: PiS dba o pamięć narodową. Nie więcej jednak niż inne ugrupowania, które dzierżyły władze w III Rzeczpospolitej. Przykłady? Proszę bardzo: Czy wystąpiono do Moskwy o przekazanie dokumentów katyńskich? Wałęsa dostał tylko kopie dokumentów z „teczki nr 1”. Gdzie inne dokumenty, gdzie oryginały? Co zrobiono by wykryć zbrodnię i nieznane groby 7000 polskich oficerów, zgładzonych w ZSSR? Co zrobiono by wyjaśnić sprawę Jedwabnego? Kto był ministrem sprawiedliwości gdy nagle zakończono ekshumacji w Jedwabnem? Co zrobiono w sprawie tzw. „pogromu kieleckiego”? Gdzie są dokumenty dotyczące Auschwitz?
Dlaczego Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy zaprosił na sześćdziesięciolecie Powstania Warszawskiego Niemców? Dlaczego cały czas milcząco odmawiał postawienia pomnika KL Warschau? Nic się nie zmieniło za prezydentury H. Gronkiewicz-Walz. Tak samo PO jak i PiS nie chcą tego pomnika.
Dlaczego w Warszawie (również w Muzeum Powstania) dotychczas nie ma odpowiedniego pomnika kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Woli bestialsko zabitych przez Niemców. Ciała ich palono na stosach, które długie dni płonęły w płonącej Warszawie. Zgodzono się tylko na małą tablicę bez odpowiedniego opisu zbrodni. Co stało się z wystąpieniem do Niemców o reparacje wojenne? Wreszcie – kto i dlaczego rozprzedaje Warszawę po kawałeczku? Teza, że Kaczyńscy są bardziej patriotyczni niż inni dotychczasowi rządcy po 1989 r nie da się obronić. Pomnik, przypomnianej powyżej wspomnianej zbrodni na mieszkańcach Suwalszczyzny został odsłonięty w 1991 roku w Gibach, za prezydentury Wałęsy. On też nie chciał pomnika KL Warschau. Podobnie jak prezydent Kwaśniewski. Po prostu – są pewne ustalenia (kogo z kim?) według których wolno postawić jedne pomniki, a innych nie wolno.
Prezydent Kwaśniewski posunął się do tego, że naigrywał się z samego Papieża. Co prawda za jego plecami. Prezydent Kaczyński otwarcie klaskał radośnie, gdy poniżono Arcybiskupa Warszawy.
No i na koniec – widowiskowe rozliczanie afer i korupcji w ostatnich miesiącach. Najpierw żenująca sprawa Łyżwińskiego, zwana „seksaferą”. Do czego to doszło w Rzeczpospolitej, by zeznania kobiety o co najmniej wątpliwej moralności (by nie użyć mocnego słowa) były instrumentem niszczenia niewygodnego politycznie przeciwnika! Do czego dojdzie Kraj, w którym kobieta, która nie zna ojca swego dziecka i nie liczy się z tym, ze to dziecko kiedyś dorośnie i się dowie, że jest bękartem, o którym było głośno w całej Polsce, może zachwiać koalicją rządową. A jednocześnie ulicami Warszawy maszerują różni zboczeńcy, na każdym rogu sprzedaje się pornografię i reklamuje domy publiczne, zwane agencjami. Czy PiS zlikwiduje domy publiczne? Czy zadba o moralność dzieci i młodzieży, czy zakaże uliczne plakaty, na których prezentują się modelki i modele w całkiem nieprzyzwoitych ubraniach i pozach? Czy doprowadzi do porządku w szkołach, do zlikwidowania handlu narkotykami, do plagi pijaństwa wśród dzieci i młodzieży?
Dla zwykłego Polaka ważniejsze jest by „państwo prawa i sprawiedliwości” doprowadziło do usunięcia z ulic i szkół handlarzy narkotyków od tego czy biznesmeni piją kawę i drinki na czterdziestym piętrze Mariota i czy po spotkaniach wychodzą z krawatami czy bez. Widowiskowe „ściąganie afer” było stosowane zawsze, zawsze służyło do eliminowania przeciwników politycznych. Były takie czasy, kiedy szarym świtem robiono naloty na mieszkania i znajdowano tam niezbite dowody na to, że ktoś jest „śpiegiem amerykańskim”(lub Watykanu). Teraz dowody znajduje się na twardych dyskach albo na nagraniach, robionych z ukrycia. A na twardym dysku można znaleźć wszystko, co jest potrzebne. Jest wtedy pożywka dla ludzi – jak nie można im dać chleba, to chociaż igrzysk.
Zapytajmy jeszcze czy PiS doprowadzi do tego, by ludzie mogli mieć godziwą prace za godziwą zapłatę w Polsce i nie żyli w ciągłym strachu utraty pracy? Być może młodzi działacze PiS nie pamiętają, że jedna z kar za czasów komunistycznych była utrata pracy i tzw. "wilczy bilet”. Teraz wielu ludzi żyje w ciągłym stresie i godzi się na niewolnicze warunki pracy, często za bardzo małe pieniądze. Czy PiS w ramach „wzrostu gospodarczego” doprowadzi do odnowienia naszego przemysłu, uratuje resztki rolnictwa, wspomni o zniszczeniu rzemiosła, czy potulnie się zgodzi na wszelkie warunki, podobne tym, co postawiono Stoczni Gdańskiej przez Unię?
Wreszcie – co PiS zrobi by wspomóc rodzinę? Hasło „praca dla matki” jest oburzające! Matka nie powinna pracować poza domem zmuszona warunkami materialnymi. Nic nie daje taka praca matkom. Powtarzanie komunistycznego hasła, że kobieta się rozwija, gdy pracuje zawodowo jest poniżające dla kobiety i rodziny. Oddajcie matkę dzieciom, dajcie dodatek do pensji mężowi, tak by mógł utrzymać rodzinę w godziwych warunkach, postarajcie się o prawdziwą politykę prorodzinną. Ale PiS tego nie zrobi. Nie zrobi i PO.
Jaki wniosek: Ja mam tylko jeden, niestety – niewykonalny: bojkot wyborów, całkowity bojkot, by dążący do władzy i rządzący mogli się opamiętać. Ale na to potrzeba konsolidacji społeczeństwa, a w dzisiejszych czasach nie ma takiej. Argument – jak nie zagłosujemy na PiS wygra PO jest powszechny. Być może wygra. Ale PiS nie zrobi nic innego niż PO, niezależnie od tego kto wygra, będą rządzić razem i w Polsce nic się nie zmieni. Dalej będzie emigracja zarobkowa, dalej młodzież będzie uciekać z kraju, wojska polskie pozostaną Iraku, a w Konstytucji nie będzie żadnych zmian. Tylko kilka głośnych i spektakularnych afer będzie wyjawionych na biały świat, ale to w niczym nie zmieni sytuacji zwykłego człowieka. Tego, kto nie znajdzie lekarza, bo pozamykano szpitale, nie znajdzie dobrej pracy, bo nie jest kreatywny i asertywny, nie uchroni swoich dzieci od zetknięciu się z pornografią, bo jest wszechobecna.
Kończę ten artykuł ostatnim apelem – wybierajmy zawsze dobro – jeśli nie możemy wybrać dobra nie idźmy na układ z „mniejszym” złem. Lata tzw. „transformacji’ pokazali jak działa „mniejsze zło”. Bojkot wyborów może otrzeźwić polityków. A my będziemy mieli czyste sumienia – nie przyłożymy ręki do zła.

Maria K. Kominek OPs
18 września 07
PS. Jeśli ktoś jest zainteresowany innymi opiniami na temat dlaczego należy zbojkotować wybory, może zajrzeć na stronę prof. M. Dakowskiego:
http://www.dakowski.pl/   Polecam artykuł: Mimo wszystko bojkot